STRONA GŁÓWNA
  • slide1.jpg
  • slide2.jpg

Kalendarium

10 luty 2017, godz. 18.00 Uniwesytet trzech Pokoleń Anna Para – doktorantka w Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Swoje zainteresowania naukowe koncentruje wokół...

Cudzysłów

to pulicystyczny dział naszego portalu. Jest on poświęcony różnorodnym przejawom życia Polonii berlińskiej. Naszym zamiarem jest pisać o wydarzeniach i ludziach wpływających na polonijną społeczność naszego...

Rozmowy

article thumbnailMieć czy być? Z falą czy na przekór fali? 19 marca 2014 Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej Pan Jerzy Margański odznaczył Barbarę Nowakowską Drozdek– Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi...

19 marca 2014 Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej Pan Jerzy Margański odznaczył

Barbarę Nowakowską Drozdek– Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polski

Wojciecha Marka Drozdka – Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polski

Mariana Stefanowskiego - Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej

Krzysztofa Chorosińskiego - Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej

Aleksanderra Składanowskiego - Krzyżem Wolności i Solidarności

 

 

 

„My byliśmy wtedy amatorami, ale wiara w cuda nam paradoksalnie pomogła. Nie mieliśmy świadomości, jak małe mamy szanse w oczach analityków.

A Niemcy są bardzo racjonalni i dlatego opierali się na analizach; no i popełniali błędy”

Lech Wałęsa*

„Jako Niemiec nigdy nie zapomnę, że to dzięki polskim zmaganiom o wolność można było doprowadzić do jedności Niemiec”

Jürgen Wahl*

 

 

MIEC CZY BYĆ? Z FALĄ CZY NA PRZEKÓR FALI?

Magda Potorska rozmawia z Barbarą Nowakowską-Drozdek

„W grudniu 1981 podpisałam list protestacyjny przeciwko ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego - wspomina Barbara Nowakowska-Drozdek. „List ten - napisany z inicjatywy Petera Rainy - ukazał się w berlińskim dzienniku „Der Tagesspiegel” i stał się, podobnie jak nasz udział w demonstracjach, na których potępiłam stan wojenny, bezpośrednim impulsem do powstania pierwszego prosolidarnościowego stowarzyszenia w Niemczech Zachodnich - Arbeitsgruppe „Solidarność” Berlin (West)”.

Dzieki publikacji w prasie i podaniu prywatnego adresu, jako punktu kontaktowego, Państwo Drozdkowie znaleźli się w centrum zainteresowania nie tylko władz miasta i mediów, ale też policji i wszelkich służb wywiadowczych. Zinstytucjonalizowanie - do tej pory spontanicznych działań - stało się koniecznością, gdyż zbiórka pieniędzy na pomoc do Polski mógł się zajmować jedynie oficjalnie zarejestrowany tzw. podmiot prawny.

Najważniejszym zadaniem AG „Solidarność” było więc zorganizowanie oraz niesienie pomocy charytatywnej poszkodowanym i ich rodzinom, głównie internowanym działaczom „Solidarności”, wspomaganie podziemnej opozycji, poprzez organizowanie przemytu wydawnictw emigracyjnych, małej poligrafii, a także pielęgnowanie kontaktów z mediami i informowanie opinii publicznej o rozwoju sytuacji w Polsce. W lutym 1982 Barbara Nowakowska-Drozdek i Krzysztof Kasprzyk przyjmują zaproszenie i biorą udział w spotkaniu ze związkami zawodowymi i załogą fabryki samochodów z Wolfsburga. Towarzyszy im Joachim Trenkner, dziennikarz SFB i współtwórca magazynu „Kontrasty”. Jak pamiętamy, stanowisko niemieckich związków zawodowych, w przeciwieństwie do francuskiego entuzjazmu, było bardzo zachowawcze. Jednak po nieco głębszym przeanalizowaniu po latach faktów, trzeba obiektywnie przyznać, że niemieckie związki branżowe regularnie acz dyskretnie wspierały NSZZ Solidarność, zwłaszcza w zaopatrywaniu w pomoc techniczną. Na ogłoszenie w Polsce stanu wojennego DGB zareagowało ostrym protestem i akcją pomocy humanitarnej. Powołano wówczas organizacje „Solidarność z Polską-DGB e.V. z siedzibą w Düsseldorfie.

Niezależnie od politycznej aktywności, w berlińskim stowarzyszeniu przeważał duch humanizmu. Barbara i jej mąż Wojtek Drozdek to poloniści, absolwenci Uniwersytetu Łódzkiego, a najbliższy współpracownik, Krzysztof Kasprzyk, wprawdzie geograf z wykształcenia, to dziennikarz, poeta i animator studenckiego ruchu w kultowym gdańskim klubie ”Żak”. Wydawanie własnego pisma „Przekazy”, wystawy (Dwa lata „Solidarności” czy Artyści DDR dla „Solidarności”, prezentacja twórczości Andrzeja Krauzego) czy koncerty Jacka Kaczmarskiego szybko stały się ważnymi wydarzeniami na polskiej mapie Berlina Zachodniego. Ich istotnym uzupełnieniem była „praca u podstaw” czyli zorganizowanie dla dzieci niedzielnej szkółki języka polskiego oraz stworzenie biblioteki wydawnictw emigracyjnych.

Zastapienie pierwotnie spontanicznych i, różnie motywowanych politycznie, działań strukturami organizacyjnymi, doprowadziło do usztywnienia ram ideologicznych Arbeitsgruppy. Ujawniły się wewnętrzne starcia, odmienność priorytetów i walka o władze. Naturalną konsekwencją był rozłam.

„Instytucjonalizacja nas zmieniała. Pozbawiała złudzeń, gasiła zapał - mówi Barbara. Świadomość tego faktu, obok poczucia odpowiedzialności za córkę, była przyczyną mojego wycofania się z aktywnej działaności. Wprawdzie wygrałam wybory na przewodniczącego Grupy Roboczej, ale stanowiska nie objęłam - przewodniczącym został mój mąż. Pomagałam mu w jego jawnej i „konspiracyjnej” pracy, ale zniknełam z berlińskiej sceny politycznej jako niezależna działaczka.

Dopiero 4 czerwca 1989 roku, podczas pierwszych, częściowo wolnych wyborów w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie, z ramienia Solidarności pełniłam obok Wojtka funkcje męża zaufania”.

- Cytując Jeffersona: „Każde pokolenie potrzebuje rewolucji” - zapytam: czy czuliście się rewolucjonistami?

Nie - odpowiada Barbara - nie czuliśmy się rewolucjonistami, bo samo słowo „rewolucja” kojarzyło nam się wówczas wyłącznie z krwawym przewrotem, dzięki któremu jeden reżim zastępował drugi (np. lata terroru po rewolucji francuskiej czy Rosja Sowiecka). Pamiętaliśmy wprawdzie o portugalskiej „rewolucji goździków” z 1974 roku, ale pojęcie „bezkrwawa rewolucja”zaistniało także i dla nas dopiero po 1989 roku. Moje zaangażowanie było naturalnym odruchem serca i rozumu, wynikającym z postawy wobec życia - wyniesionej z domu i ukształtowanej tradycją patriotyczną i polityczną. Niewątpliwy wpływ miało moje doświadczenie bezpośredniego zetknięcia się z ruchem opozycyjnym - mocne wrażenie wywarł na mnie Jacek Kuroń.

- Mówi się, że politykę obserwować należy nie z perspektywy dnia, tylko całych dekad... Czy dzisiaj uważacie, że jednak to wam udało się bezpośrednio rozmontować kawałek żelaznej kurtyny?

W skali makrokosmosu nie, bo nie byliśmy „prawdziwymi” działaczami politycznymi. W mikrokosmosie tak, bo wszelkie, nawet drobne działania się potęgują i ilść przechodzi w jakość. Bylismy np. swiadomi faktu, że powstawanie kolejnych organizacji prosolidarnościowych w Niemczech i współpraca między nimi zwiększa nasze szanse na popularyzowanie walki o „Solidarność” na Zachodzie i tym samym na kształtowanie opinii publicznej. Przykładem I. Zjazd Koordynacyjny organizacji pro-solidarnościowych w Düsseldorfie w roku 1982.

- Czy uważacie, że ten, kto ma władze polityczną, ma wpływ na bieg wydarzeń?

Tak, ale nie tylko, bo zawsze jest jakaś opozycja: parlamentarna czy pozaparlamentarna.

- Czy czuliście kiedykolwiek, że taki wpływ naprawde macie?

Dzięki obecności medialnej „tak”, bo znaliśmy pozytywny wpływ mediów zachodnich na politykę bloku wschodniego.

- Czy wiara w politykę jest dzisiaj racjonalna czy irracjonalna?

To zależy od tego, czy ktoś jest racjonalistą czy idealistą...

- Człowiek ma to do siebie, że podświadomie chce być świadkiem wielkich wydarzeń historycznych. Czy z tego powodu nie nobilitujemy czasami faktów pozbawionych znaczenia?

Jedynym ruchem masowym, z którym się identyfikowałam w pełni, był ruch solidarnościowy. Miałam nawet status członkini-założycielki „Solidarności” na Uniwersytecie Łódzkim. Każdy, kto przeżył 80. i 81. rok w Polsce, pamięta do dziś tę wyjątkową atmosferę rozumnej euforii. Czas potwierdził, że wydarzenia w których wówczas sama uczestniczyłam – a także później z mężem w Berlinie Zachodnim - stały sie faktami historycznymi. Po raz pierwszy w życiu mieliśmy poczucie bycia w środku historycznych przemian. Nie czujemy siż jednak „kombatantami”...

- Zawód polityka otoczony jest największym mitem, jaki stworzyła ludzka natura. Jacy ludzie decydują się na kariery polityczne? Czy jest to pójście na kompromis z samym sobą i poświecenie dawnych ideałów w walce o władze?

Nie znamy motywów działań polityków. Przypuszczamy, że są różne. Polityka implikuje walkę o władzę, a ta zmienia ludzi. Doświadczenie koryguje ideały. Idealista stać się może realistą. Nie zajmowaliśmy się zawodowo polityką, ale patrząc wstecz przypomne, że nawet quasi polityczny charakter działaności i jego zinstytucjonalizowanie doprowadziły do rozdźwięku w Grupie Roboczej Solidarność w Berlinie. Pozostanie wiernym ideałom w pracy na rzecz rozwoju demokracji jest trudne - czasem niemożliwe. Dlatego ci, którym ten „taniec na linie” się udaje, zasługują na szczególny szacunek.

- Czy bez polityki można się obejść?

Na naszym poziomie rozwoju cywilizacyjnego - nie, bo polityka do dziś jest płaszczyzną porozumienia dla różnych, często sprzecznych ideałów i dążen.

*Pomoc dla Polski. Zostali przemytnikami dla Polaków. Red. B.Cöllen, B.Dudek, K.Ruchniewicz, Neisse Verlag, Dresden-Wroclaw 2011, str. 96

*tamże, str. 31

primi sui motori con e-max